Poznaj historie uczestników Young Creatives i napisz swoją!
Start w Young Creaties to nie tylko szansa na zwycięstwo i wyjazd do Cannes. To przede wszystkim możliwość spróbowania się, zdobycia doświadczenia poprzez pracę na realnym briefie i stworzenia wyjątkowych wspomnień.
Zapytaliśmy się uczestników YC, którzy niejednokrotnie podejmowali rękawicę i próbowali swoih sił w konkursie, o ich historie, które kształtowały się wraz z kolejnymi startami w Young Creatives. Historie, które opowiadają o tym dlaczego próbowali po raz pierwszy, czy po raz kolejny. Historie które przedstawiają, jak zdobyte w konkursie doświadczenie pozwoliło im rozwinąć się na ich ścieżce zawodowej i poszerzyć ich horyzonty.
Zapraszamy do lektury!

ILONA RUTKOWSKA
Moja historia z Young Creatives zaczęła się jak wiele „świetnych” pomysłów w życiu - od decyzji podjętej na chwilę przed deadlinem. To było moje być albo nie być. Wiedziałam, że za rok będę już too old for Leo… tzn. Young Creatives. Albo teraz, albo nigdy. Zero komfortu. Pełna presja. Idealne warunki do racjonalnych decyzji, prawda?
Zgłoszenia zaraz się zamykały, więc napisałam do Kuby Macyszyna, a on się zgodził. I tak oto wylądowaliśmy w 24-godzinnym maratonie kreatywnym w kategorii PR. Było wszystko: ekscytacja, kryzys egzystencjalny, moment „to jest genialne!”, moment „to jest najgorszy pomysł świata” i prezentacja przed jury z adrenaliną większą niż ilość snu.
A potem wyczytali nasze nazwiska na Gali
Spontaniczne „spróbujmy” zamieniło się w nagrodę główną i wyjazd na Young Lions w Cannes. Co było kluczowe? To nie perfekcyjne przygotowanie, tylko to, że w ogóle się zgłosiliśmy. Bo Young Creatives to nie konkurs dla tych, którzy są w 100% pewni siebie. To konkurs dla tych, którzy mówią: dobra, sprawdzam.
Najgorsze, co może się wydarzyć? Nie wygrasz. Najlepsze? Cannes. Spróbuj!

PIOTR SZCZĘŚNIAK
U mnie wszystko wydarzyło się trochę „na szybko”. W agencji akurat niewiele osób łapało się rocznikowo na Young Creatives, więc dosłownie rzutem na taśmę dołączyłem do Martyny Anteckiej i niespodziewanie wylądowałem w kategorii PR.
To było dla mnie ciekawe zderzenie. Na co dzień pracowałem przy innych tematach, a tu nagle zupełnie nowy brief, inny sposób myślenia, inna dynamika pracy. Young Creatives okazało się świetnym sprawdzianem: czy to, co robię, faktycznie działa, czy potrafię wyjść poza swoje agencyjne „daily”?
Dzięki temu doświadczeniu nie tylko poszerzyłem perspektywę, ale też naprawdę polubiłem PR – na tyle, że dziś z dużą przyjemnością dzielę swój czas zawodowy między kreację a działania PR-owe.

MACIEJ JANICKI
W konkursach YC&Eurobest brałem udział rokrocznie od 2016 do roku ubiegłego kiedy to miałem swój „Last Dance” bo się wg regulaminu zestarzałem. Zawsze podchodziłem do tego doświadczenia z ekscytacją i kiedy zbliżał się okres konkursowy to każdy z kim rozmawiałem miał już dosyć słuchania o pomysłach czy rozkminkach towarzyszącym pracy nad konkuroswymi projektami.
Najciekawsze wydarzenie? Zdobycie wyróżnienia w 2019 za projekt dla fundacji „Podziel się posiłkiem z bezdomnymi”.
Aktualnie, mimo że nie mogę już brać udziału to staram się inspirować młodych kreatywnych dookoła, aby właśnie SPRÓBOWALI. Zacząłem jeszcze podczas pracy w GroupM i teraz kontynuuje to w Media Direction gdzie organizuję grupy robocze dla „Młodych, Pięknych, Kreatywnych”, w ramach, których zachęcam do brania udziału w konkursie. Na takich spotkaniach omawiamy m.in. przykłady starych briefów z poprzednich edycji. Jako swój mały sukces postrzegam to, że w zeszłym roku wystartowały 4 zespoły, w tym roku szykują się już 3, a wcześniej zgłoszeń nie było prawie wcale!

TOMASZ ŚWISTUŃ
Pierwszy pomysł był genialny, choć nie na tyle, żeby wygrać. Niezrażeni przemycaliśmy go klientom komercyjnym – skubany, mocno się trzyma slajdów. Jeśli nigdy nie był genialny, to przynajmniej próbowałem, no i mam o czym gadać

KLAUDIA MATEUSZUK
Moja przygoda ze światem reklamy zaczęła się od roli office managerki, gdzie miałam okazję przyglądać się jak moi znajomi stają w szranki w YC. Patrzyłam na nich z ciekawością i nie ukrywam, zazdrością
Kilka lat później poznałam Dawida Kaźmierczaka, który uwierzył w mój kreatywny potencjał, a zaledwie pół roku później miałam okazję wejść do świata Young Creatives.
Zgłosiłam się dla funu, spróbowałam bez żadnych oczekiwań, a skończyło się… wyróżnieniem w kategorii Film, którym udowodniłam sobie, że to nie przypadek, że jestem tu, gdzie jestem. To wyróżnienie stało się dla mnie potwierdzeniem, że umiem i mogę więcej niż mi się wydaje. Od tamtej pory już nie tylko ludzie wokół mnie we mnie wierzyli, ale zaczęłam też wierzyć ja sama

MAŁGORZATA DRAGUN
Splot umiejętności, szczęścia i wyczucia tematu pozwolił mi wygrać za pierwszym razem. W ciągu tych 24 godzin mózg zaczyna działać w zupełnie inny sposób. Intensywność pracy jest wyjątkowa – otwiera drzwi, o których wcześniej nawet nie miałam pojęcia. To najbardziej intensywne ćwiczenie w „łączeniu kropek” i uważam, że każdy w branży kreatywnej powinien tego doświadczyć. To wyzwanie, które rzadko fundujemy sobie sami.
Za drugim razem się nie udało. Było trudniej – znałam już dokładnie stawkę, wywierałam na siebie dużą presję i chyba dlatego bolało tak mocno. Kiedy jednak zobaczyłam zwycięską pracę, zaakceptowałam fakt, że ktoś po prostu miał lepszy pomysł. Może wydawać się to błahe, ale YC uczy pokory. To zdrowe, stawiać siebie w takich sytuacjach, kiedy trzeba pogodzić się z przegraną.Dodatkowo poznawanie ludzi, którzy przeszli przez to samo, tworzy wyjątkową więź – przeszliśmy razem intensywny, kreatywny poligon.
Najważniejsza lekcja z tej przygody? Najlepsze pomysły często są tuż pod naszym nosem

KRYSTIAN "RUDY" WOJTKOWSKI
Jaka jest moja historia z Young Creatives? Najkrócej mówiąc… długa. Zaczęła się w 2016 roku, a zakończyła w 2023. W tym czasie zmierzyłem się (chyba?) z 17 briefami. Na pierwsze wyróżnienie czekałem 2 lata. Na pierwszą (i jedyną) wygraną 5. Czy było warto szaleć tak? Jeszcze jak! Bo udział w YC po prostu się opłaca.
W najgorszym wypadku nauczysz się współpracy, pokory, syntetyzowania myśli czy sztuki prezentacji. W najlepszym, wybuchniesz okrzykiem radości, odbierzesz dyplom czy polecisz do Cannes.
A gdzieś pomiędzy jednym a drugim wydarzą się rzeczy, które w głowie się nie mieszczą. Jakie? Może okaże się, że ktoś z innego teamu mieszka piętro pod Tobą. Może Twój kolega z edycji nr 3 zwiąże się z Twoją koleżanką z edycji nr 4, by kilka lat później powiedzieć sobie „tak” na ślubnym kobiercu. A może właśnie na gali poznasz swojego przyszłego teampartnera, z którym potem latami będziecie kombinować.

JOANNA WOJTACH & JOANNA BAUER
Każdy dyrektor kreatywny powtarza, że pierwszym pomysłom nie można ufać. Takie są zasady. Jednak siłą Young Creatives jest to, że możemy ustalić własne reguły.
Gdy w 2021 roku już podczas briefingu wpadła nam do głowy ekscytująca idea, naturalnie odrzuciłyśmy ją podczas dalszej pracy. Pamiętaj słowa matki i te sprawy.
Jednak im dłużej myślałyśmy, im głębiej szukałyśmy, tym mocniej czułyśmy, że to właśnie ten pierwszy pomysł ma największą siłę. Postanowiłyśmy złamać kardynalną zasadę. Posłuchałyśmy intuicji, zrealizowałyśmy początkową ideę i trzymałyśmy kciuki, żeby nie przyjechała po nas kreatywna policja. 48 godzin później wygrałyśmy Young Creatives
I żeby nie było, to nie jest historia o tym, że pierwsze pomysły są najlepsze. Tylko o tym, że wśród wielu głosów z zewnątrz warto usłyszeć też ten z środka. Czasem najodważniejsze co można zrobić, to spróbować. My spróbowałyśmy i było warto!